GIETRZWAŁD: NIEMCY ODSTĄPILI LECZ INNI SZATANI NADAL SĄ TU CZYNNI

Z początkiem bieżącego tygodnia gruchnęła po Polsce wieść: Lidl rezygnuje z budowy składowiska odpadów w bezpośrednim sąsiedztwie Gietrzwałdu, czyli także tutejszego Sanktuarium Maryjnego – jedynego miejsca objawień Matki Bożej w naszym kraju, uznanego przez Watykan. Rozległy się fanfary i rozpoczęła licytacja, kto ma większe zasługi w zmuszeniu niemieckich geszefciarzy do odwrotu. Nie znam wszystkich pretendentów do tytułu zwycięzcy w tej rywalizacji lecz chciałbym zwrócić uwagę, że nawet godna uznania batalia podjęta na zlecenie Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Gietrzwałdu przez duet prawniczo-inżynierski, przebieg której przedstawiono w liczącej aż 173 strony tzw. „Białej Księdze”, po pierwsze – trwałaby przed sądami jeszcze przez parę lat, po drugie – nie dawałaby praktycznie żadnych szans na zwycięstwo przeciwników lidlowej inwestycji. Dlaczego? Ponieważ poprzedzająca ją procedura została przeprowadzona ze świadomością przewagi argumentu urzędniczej siły nad siłą argumentów obywateli, choćby popartych literą prawa. Dodajmy, że działo się tak przy znaczącym współudziale urzędników z nadania „patriotyczno-katolickiego” PiS.
Co zatem spowodowało tak zaskakującą woltę Lidla? Moim zdaniem, dwie przyczyny. Pierwsza to wyborcza klęska Rafała Trzaskowskiego, a ściślej jego protektora Donalda Tuska. W powyborczych realiach, z malejącymi wpływami ww. folksdojcza jako szefa rządu oraz z jednoznacznie antyniemieckim nastawieniem twardego elektoratu Karola Nawrockiego trzeba było liczyć się ze zdecydowanie intensywniejszymi i skuteczniejszymi protestami przed sklepami niemieckiej sieci oraz znaczącym odpływem klientów, wzmocnionym dodatkowo ekspansją konkurentów, zwłaszcza ciągle polskiego Dino. Przyczyna druga – w ogóle nie zauważana przez tzw. obrońców Gietrzwałdu – to coraz silniejsze przekonanie żydomasonerii, iż skuteczniej od Lidla z kultem Matki Bożej Gietrzwałdzkiej poradzi sobie sam… Kościół „katolicki” w osobach tzw. biskupa miejsca, czyli abp. Józefa Górzyńskiego oraz wyznaczonych już w latach 40-ych ubiegłego wieku do opieki nad Sanktuarium członków Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich z Krakowa.

Do przekonania, iż największe zagrożenie dla losów Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie stanowią jego gospodarze, doszedłem wystarczająco szybko, aby swój protest wobec inwestycji Lidla ograniczyć do informowania Czytelników o kolejnych inicjatywach w tym względzie lecz bez osobistego udziału w ich realizacji. Dlatego rywalizować o przyznanie jakichkolwiek zasług w doprowadzeniu do odstąpienia Niemców od budowy śmieciowiska nie zamierzam. Zwłaszcza, że zadziałały tu motywacje zupełnie inne niż pikiety pod sklepami czy wizyty w sądach.

Inaczej ma się jednak rzecz z już prowadzoną dewastacją Sanktuarium przez jego rzekomych opiekunów. Tu staram się nie dopuścić do jakichkolwiek zaniechań ze swojej strony, oczywiście w ramach możliwości, jakimi dysponuje pojedynczy wierny, choćby ze statusem wydawcy własnego portalu. I nie poprzestaję li tylko na upublicznianiu kolejnych faktów potwierdzających moje przekonanie, że miejsce uznanych objawień Matki Bożej sprzed 148 lat jest konsekwentnie i metodycznie niszczone z intencją jego zmarginalizowania i doprowadzenia tylko do statusu jednego z blisko 800 (słownie: ośmiuset!) sanktuariów maryjnych w Polsce.
Na dowód jeden z przykładów działania pozamedialnego. Wiosną 2023 roku z krzyża misyjnego stojącego przy Bazylice zdjęta została figura Chrystusa w celu renowacji, zapowiedzianej przez ówczesnego proboszcza ks. Marcina Chodorowskiego. Zwykle w takich przypadkach opustoszałe miejsce zajmowała figura zastępcza. Tym razem tak się nie stało, a kolejne interwencje w tej sprawie – nie tylko moje – spełzły na niczym.
Gdy w ubiegłym roku pojawił się nowy proboszcz, ks. Przemysław Soboń uznałem, iż to dobra okazja, aby zapytać już nie o figurę zastępczą lecz o termin przywrócenia na krzyż jej wersji oryginalnej. Przebieg naszej rozmowy okazał się zaskakujący nawet jak dla dziennikarza z 48-letnim stażem, przywykłego do chamstwa i bezczelności różnej maści kacyków, duchownych nie wyłączając. Zostałem pryncypialnie pouczony przez nowego gospodarza Sanktuarium, abym nie wtrącał się w nie swoje sprawy. W swojej „wylewności” raczył wspomnieć, iż nie widzi szans na przywrócenie figury, składając to na karb niedokończonych rozliczeń swojego poprzednika z wykonawcą renowacji. Dodatkowo, bez jakiejkolwiek inspiracji z mojej strony, podważył nie tylko rzetelność artysty ale także jego morale, ponoć dalekie od chrześcijańskiego. Zrozumiałem, że rozmawiam z kolejnym chałaciarzem przebranym za księdza.
Oczywiście, starań o powrót figury Chrystusa na swoje miejsce nie zaniechałem. Dotarłem do artysty rzeźbiarza, poinformowałem go o przebiegu rozmowy z proboszczem i poprosiłem w imieniu swoim i wielu innych wiernych, aby uczynił wszystko co możliwe dla jak najszybszego wykonania swojej pracy jeszcze przed tegoroczną Wielkanocą. Dowiedziałem się przy okazji ciekawych rzeczy o technologicznie trudnym procesie łączenia żywicy z drewnem oraz technicznych niespodziankach na jakie może trafić rzeźbiarz podczas wypełniania ubytków w figurze. Co do rozliczeń finansowych z poprzednim proboszczem; wbrew insynuacjom ks. Sobonia były zrealizowane w całości. Na zakończenie mój rozmówca zapewnił, że postara się uczynić zadość mojej prośbie. To słowo stało się ciałem i figura Chrystusa wróciła na swoje miejsce kilka dni przed wielkanocnymi uroczystościami (patrz: zdjęcie niżej).

To tylko jeden z wielu dowodów na to, że trzeba wiele pracy i z udziałem wielu zdeterminowanych wiernych, aby najpierw powstrzymać postępującą dewastację Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie (jeden z ostatnich faktów to zdekompletowana figura Matki Bożej z Kapliczki Objawień po jej „odnowieniu”), a później doprowadzić je do świetności godnej wydarzeń z 1877 roku. Pytanie tylko, czy np. kierownictwo Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Gietrzwałdu pójdzie tą drogą, czy wybierze – dla zaspokojenia własnego „ego” – splendory i zaszczyty związane z włączeniem się w obchody jubileuszu 150-lecia Objawień u boku oczywistych dewastatorów ich miejsca, z abp. J. Górzyńskim na czele? Jestem przekonany, że modlitwy różańcowe przed gietrzwałdzką Kapliczką Objawień połączone z pikietowaniem plebanii ks. Sobonia oraz siedziby metropolity warmińskiego przyniosą lepszy skutek niż dotychczasowe pielgrzymowanie pod sklepy i sądy o sprawczości jeśli nie zerowej to bliskiej zeru.
KILKA PRZYKŁADÓW DEWASTACJI SANKTUARIUM MARYJNEGO W GIETRZWAŁDZIE
„Wyczyszczenie” frontonu Bazyliki z pięknego wiersza Marii Konopnickiej oraz prośby wiernych do Królowej Polski.


Usunięcie (choć bardziej adekwatne byłoby tu określenie „kradzież”) sześciu zabytkowych lichtarzy z ołtarza głównego.


Pierwsze „dzieło” nowego proboszcza, ks. Przemysława Sobonia: po renowacji figura Matki Bożej z Kapliczki Objawień wróciła bez wieńca z 12 gwiazdami, a z wnęki pod figurą zniknął fragment klonu, na którym NMP objawiała się dziewczynkom.


Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski
(04.06.2025)



